Pokazywanie postów oznaczonych etykietą atrakcje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą atrakcje. Pokaż wszystkie posty
PANTALICA: WODĄ, DŁUTEM, DYNAMITEM

PANTALICA: WODĄ, DŁUTEM, DYNAMITEM

Będzie o tym jak ten skrawek Gór Iblejskich kształtowała nieprzejednana przyroda, niestrudzone ręce człowieka, a nawet kopytka osiołków (no joke!) od czasów, kiedy historia nie była jeszcze historią aż po wiek obecny. Będzie o historiach ludzkich tych wesołych i smutnych, o narodzinach i śmierciach, najeźdźcach i wyswobodzicielach. Słowem spojrzenie racjonalno-emocjonalne na prawdziwy brylant... zespół nekropoli Pantalica.

 


Kiedy pierwszy raz natrafiłam na nazwę Pantalica, od razu przyszło mi na myśl to słynne heraklitowskie "Panta rei" i zastanowiło mnie czy jedno ma coś wspólnego z drugim. Poniekąd tak. Tam, w sposób szczególnie dosadny, czuje się na skórze widmo przemijającego czasu. Natomiast suche fakty historyczne mówią, że gdy przybyli w tamte strony Arabowie odnaleźli na płaskowyżu miejsce po mieście Hybla (od  sykulskiej bogini) i pionowe ściany usiane grobami skalnymi. Nazwali je Buntarigah czyli "miejsce pełne jaskiń". Stąd po wielu przekształceniach powstała nazwa Pantalica.

pantalica
Fot. 1. Góry Iblejskie.


PANTALICA: WODĄ


Kiedyś było tu ciepłe morze. Znamy to nazbyt dobrze z lekcji geografii: przez miliony lat na dno opadały skorupki żyjątek tworząc osady wapienne i kalkarenitowe.  Tak powstały Góry Iblejskie (wł. Monti Iblei, fot. 1), niezbyt wysokie pagórki rozciągające się orientacyjnie między Syrakuzami a Ragusą. Subtelny dowód na  biologiczny rodowód skał znajdziemy w ruinach starej stajni, gdzie jeden kamień wbudowany w ścianę zawiera koral (fot. 2, 3).

pantalica
Fot. 2. Stara stajnia...
pantalica
Fot. 3.  ... z zachowanym koralem.

Jak to w górach tego typu bywa jest tutaj silnie zaznaczona krasowość. Przez chropowatą skałę przedostała się woda (fot. 4). Na obszarze Pantalica najbardziej okazałym przykładem krasu jest Grotta dei Pipistrelli (fot. 5, więcej o nazwie i niechlubnej przeszłości tego miejsca za chwilę). 

pantalica
Fot. 4. Porowata skała wapienna.
pantalica
Fot. 5. Krasowa Jaskinia Nietoperzy.

Na tutejszy krajobraz silnie działały (i nadal to robią!) wody powierzchniowe, ale też podziemne. Obecnie są tu trzy rzeki. Te dwie najważniejsze to Calcinara i Anapo. Calcinara (fot. 6) jest bujną oazą zieleni: brzegi porasta akant (fot. 7). Skojarzenie z detalem roślinnym z głowic greckich kolumn  w stylu korynckim słusznie się nasuwa. Jak pięknie starożytni artyści potrafili inspirować się otaczającymi ich roślinami! Można też dojrzeć "włosy Wenus", gatunek paproci  Adianthum capillus-veneris Linne (fot. 8).

pantalica
Fot. 6. Rzeka Calcinara.
pantalica
Fot. 7. Liść akantu.
pantalica
Fot. 8. Paprocie zwane "włosami Wenus".

Anapo czyli "niewidoczna" (z języka greckiego) za czasów fenickich była rzeką spławną na całej długości. Tędy przeprawiano się do i z wybrzeża. Poziom wody miał sięgać podobno połowy klifów. Starożytna nazwa rzeki jest nadal aktualna (fot. 9) - stojąc na szlaku powyżej doliny nie widać jej wcale. Dlaczego? Drzewa i krzewy tak gęsto porastają brzegi, że uniemożliwiają zobaczenie lustra wody z góry! (fot. 10).  Nie wysycha w okresie lata, co jest rzadkością na Sycylii.

pantalica
Fot. 9. Dolina "Niewidzialnej".
pantalica
Fot. 10. Eksplozja zieleni w dolinie rzeki.

PANTALICA: DŁUTEM


Skąd się wzięli na Sycylii i kiedy przybyli nie wiadomo. Sykulowie nie zaliczali się do specjalnie zaawansowanych technologicznie społeczeństw jak na ówczesne standardy. To, co Paolo Orsi wykopał w Pantalice czyli garnki z terakoty, sztylety i brzytwy z brązu, grzebienie i całe mnóstwo ozdobnych szpilek do spinania togi nie było dziełem rąk rolników i pasterzy. Wcześniej na Sycylię trafiła cywilizacja mykeńska (protoplaści Greków) z głównym ośrodkiem miejskim w Thapsos (koło dzisiejszej Augusty), która prężnie handlowała z Fenicjanami. Gdy Sykulowie  zaczęli napływać na wyspę, mieszkańcy Thapsos traktowali ich jak potencjalnych klientów. Sykulowie sprowadzali stamtąd narzędzia, ozdoby, naczynia i uczyli się od nich technik budowlanych. Sami najprawdopodobniej mieszali w drewnianych chałupach. Jedynie anaktoron zwany "Pałacem Księcia" (wł. Palazzo del Principe) na płaskowyżu był kamienny - mógł w nim mieszkać przywódca plemienia. Uprawiali pszenicę i doglądali  swych trzód. Mieli historyczne szczęście i jednocześnie nieszczęście sąsiadować z kulturą wyższą od nich samych. I o ile od Thapsos czerpali pełnymi garściami podnosząc standard swojego życia, o tyle pięć stuleci po przeprowadzce na Sycylię ich egzystencja stanęła w obliczu zagrożenia. Na sycylijskim lądzie stanęła stopa "tych złych Greków" czyli  Dorów z Koryntu. Różnili się od Greków jońskich z Wysp Egejskich, budowniczych Naxos koło Taorminy zainteresowanych pokojową koegzystencją z sąsiadami. Jonowie już tacy skorzy do współpracy nie byli - ich modus operandi to "zdominuj" i "weź w niewolę". Taki los niestety spotkał  pasterzy z gór. W 733 r. p.n.e. Grecy założyli kolonię Syrakuzy, spaliwszy uprzednio lokalną sykulską wioskę na Ortygii. Potem zrobiło im się ciasno, więc zbudowali Neapolis, a potem... likwidując kolejne sykulskie osady  wyparli Sykulów z nizin i stolicy w Pantalice na niekorzystne terytoria. Plemię Sykulów nie potrafiło stawić zbrojnego oporu Grekom. Owszem mieli sztylety z brązu, które kupili, ale sami  broni produkować nie potrafili. Kultura grecka ich zdominowała, zniewoliła i wchłonęła.

Grecy też zmieniali krajobraz Pantaliki. Wybudowali akwedukt. Można by się spodziewać kilkupoziomowych łukowych konstrukcji, jakie zwykle kojarzymy ze słowem akwedukt. Ale nie.. tak budowali Rzymianie. Grecy wyżłobili w skale kanał zaopatrujący w wodę Syrakuzy (fot. 11). Odcinek końcowy można do dzisiaj podziwiać na górnym tarasie teatru greckiego w Parku Archeologicznym Neapolis w Syrakuzach. Aż dziw bierze, że od stuleci ta sama zimna, orzeźwiająca woda z Anapo (fot. 12) nadal płynie wciąż sprawnym urządzeniem hydrologicznym jakby nie patrzeć. A my musimy po 15 lat wszystko remontować!?!

pantalica
Fot. 11. Grecki akwedukt.
pantalica
Fot 12. Nimfeum w Syrakuzach.

Jeszcze jeden detal zwrócił moją uwagę, gdy jak kozica skakałam po ścieżkach rezerwatu próbując dotrzymać kroku Paolo: skąd te wgłębienia w ścieżce wypełnione wodą? Pantalica to trudny teren. Do transportu używano zwierząt jucznych i tak przez wieki ich kopytka wyżłobiły w wapieniu ślady (fot. 13). Turyści poprawili :)


pantalica
Fot. 13. Ślady zwierząt jucznych. 


Coś doniosłego jednak po pasterzach pozostało: groby ich bliskich. Małe, większe, tuż przy ziemi i wysoko na półkach skalnych (fot. 14). Jedna z pięciu wyodrębnionych nekropolii ma ich pięć poziomów! Nawet dzisiaj kiedy emocje opadły i wycieczka jest już tylko wspomnieniem zachodzę w głowę jak prości ludzie z epoki późnego brązu zdołali wycinać w pionowych ścianach jamy, umieszczać w nich ciała zmarłych i jeszcze do tego zabezpieczać wejścia blokami wapiennymi? Jacyś supermeni.

pantalica
Fot. 14. Grobowce.


Zawsze w modzie było plądrowanie grobowców. Ten niecny proceder nie ominął Pantaliki. Nie zachował się ani jeden nienaruszony grób (z tych, o których wiemy oczywiście) nie mówiąc o chociażby jednym nawet szkielecie. Do tej pory odkryto ich ponad 5 tysięcy więc jest jakaś nikła szansa, że zobaczymy kiedyś  rodowitego Sykula z Pantaliki.

Cmentarzysko po Sykulach przez stulecia pełniło funkcję bezpieczniej przystani. I tak: Grecy chowali się tutaj przed Rzymianami, Rzymianie przed Wandalami, Wandalowie przed Ostrogotami, Ostrogoci przed Bizantyjczykami, Bizantyjczycy  przed Arabami, Arabowie przed Normanami. Najdłużej zagrzali tu miejsce Bizantyjczycy. Powstała tu wioska bizantyjska. Paolo opowiadał mi, że w jaskini mieszkało nawet po kilkanaście osób. Budowano z drewna konstrukcje  wielopoziomowe - coś, co  nazwalibyśmy dzisiaj łóżkami piętrowymi. Płaskie wyżłobienie, gdzie Sykulowie układali ciało członka rodziny służyło za palenisko. Era Bizancjum była  czasem okropnego zaniedbania Sycylii - panował głód i  bieda. Jak trwoga to do  Boga - zaaranżowano w grobach kilka miejsc kultowych. Najlepiej dostępny jest kościółek krucyfiksu (fot. 15). Wewnątrz zachował się fragment mozaiki przedstawiający św. Mikołaja (fot. 16). "Okupację" arabską przywitano z otwartymi rękami.


pantalica
Fot. 15. Kościółek bizantyjski.
pantalica
Fot. 16. Świętemu Mikołajowi została tylko aureola.


PANTALICA: DYNAMITEM?

Wodą, dłutem..... dynamitem. Rym mi podpasował, ale niestety etiopscy więźniowie wojenni nie mieli takich ułatwień. Pantalicą na nowo zainteresowano się w czasach drugiej wojny światowej. Konkretnie włoscy faszyści zwęszyli tutaj swój afrodyzjak - proch, a raczej składniki do jego produkcji. Natenczas Mussolini nakazał wpierw wybudować linię kolejki wąskotorowej łączącą dno Doliny Anapo z Ferlą (18 km). Tunele w białej skale więźniowie kopali ręcznie (fot. 17, 18). Wagonami wywożono wydobywaną siarkę, węgiel z opalanych drewnem pieców i .... odchody nietoperzy z tutejszych jaskiń m.in. z Grotta dei Pipistrelli (pl. Grota Nietoperzy). Po co? Są bogate w azotan potasu, niezbędny składnik prochu. Pomyślcie ile tego g... musiało się przez stulecia  nagromadzić! W czasach powojennych kolejką transportowano owoce uprawiane w okolicach. Wąskotorówka wyszła z użytku w latach pięćdziesiątych. Tory zdemontowano w 1956 r., teraz po ich śladzie biegnie piaszczysta droga i szlak pieszy. Ostatnio odremontowano zachowaną stację kolejki (fot. 19). Z mostu kolejowego po raz pierwszy widać lustro Anapo (fot. 20).

pantalica
Fot. 17. Tunel wykopany rękami więźniów z Etiopii. 
pantalica
Fot. 18. Scena jak z "Alicji w krainie czarów", ale Etiopczykom na pewno nie było do śmiechu.
pantalica
Fot. 19. Odnowiona stacja kolejki wąskotorowej.
pantalica
Fot. 20. Widok na Anapo z mostu kolejowego.

PANTALICA: PODSUMOWANIE


Pantalica jest doceniona w dwójnasób. Jest dziedzictwem kulturowym ludzkości wciągniętym od 2005  r. na listę UNESCO. Ma wspólny wpis z Syrakuzami. Jaki to ładny paradoks, wszakże Syrakuzy Pantalicę doprowadziły do upadku. Pod względem przyrodniczym jest objęta ochroną prawną  z równie malowniczym sąsiadem, Wąwozem Cassibile tworząc Rezerwat Pantalici, Doliny Anapo i  Strumienia Cassibile. 

PANTALICA: REKOMENDACJA


Czasem warto nie słuchać Iwaszkiewicza i dać "nająć się przewodnikom". Nikt nie pokaże ci tylu miejsc i zakamarków, co osoba, która tam się urodziła. Jak my po drzewach, tak Paolo skakał z klifów do Anapo w dzieciństwie. Świetnie mówi po angielsku, jest w nim dużo entuzjazmu i pasji. Widać i słychać emocjonalne podejście do pracy i ludzi. Jest elastyczny i  zaangażowany. Weźmie was tam, gdzie nie zabierze przewodnik papierowy i GPS. Organizuje wycieczki różnej długości i trudności łącznie z wejściami do wyżej położonych jaskiń. Także spływy kajakowe rzekami rezerwatu. Również po Cava Grande di Cassibile.
Kontakt:
Profil Pantalica Experience na Facebooku
Nr. telefonu: +39 338 475 2390
PLAŻE NA SALINIE: WAKACYJNE LEŻENIE BYKIEM

PLAŻE NA SALINIE: WAKACYJNE LEŻENIE BYKIEM

Jak raz bądźmy szczerzy: Sycylii nie ma na check-liście miłośników leżenia plackiem na plaży. Mówimy o rodzinnych wakacjach. Wiecie… kocyk, leżak, parasolka, zamek z piasku, brodzące w płytkiej wodzie bobasy… Chociaż to stwierdzenie ogólnikowe i niesprawiedliwe (oczywiście coś piaszczystego dla leniuchów się znajdzie), prawda jest niezaprzeczalna – szerokich plaż z piaskiem na Sycylii jest zaledwie kilka. W sezonie przeżywają oblężenie. Trzeba niestety przywyknąć, że w plecy będą się wbijać kamienie, że trzeba mieć koniecznie klapki lub croksy, że dno zdradliwe, a instytucja ratownictwa wodnego nie funkcjonuje. Ale nie jest aż tak źle! Plaże na Salinie mają to do siebie, że są niezmiernie różnorodne jak na taką małą wyspę. Doskonale spełnią swoje zadanie, gdy szukasz relaksu w zaciszu.

 


plaze-na-salinie
Wyspa Salina, jak i reszta Wysp Eolskich funkcjonuje w świadomości Włochów głównie jako destynacja wakacyjna. Nie ma tu zbyt wiele zabytków. Jest za to kilka ładnych plaż.

 

PLAŻE NA SALINIE: GORĄCA RINELLA


Właściciel naszego B&B ostrzegał… na plaży w Rinelli jest supergorąco. Sprawdziło się – temperatura wynosiła 45 stopni C!!! To sprawka specyficznego położenia Rinelli – osłonięta z jednej strony przez masyw Monte Fossa delle Felci, od strony morza przez bliskość Wyspy Lipari – czego rezultatem jest brak wiatru i tafla morza gładka jak lustro. Plus dodatkowy atut – drobny czarny piasek. Kolorytu dodaje sąsiedztwo jaskrawych małych domków rybackich i wydrążonych w skale boksów na łodzie. Poza tym cisza i spokój przerywana od czasu do czasu warkotem przypływających do portu wodolotów. Idealne miejsce na wakacje z dziećmi.

plaze-na-salinie
Czarna, piaszczysta plaża w Rinelli.
plaze-na-salinie
Charakterystyczne na całej Salinie obudowane kamieniem zagłębienia w tufie mają służyć jako przechowalnia łodzi rybackich.

PLAŻE NA SALINIE: BAJKOWA MALFA


Dla tych, co lubią refleksologię i masaż stóp nada się bajkowa kamienista plaża przy Punta  Scario w Malfie. W 2010 roku plaża została zamknięta z powodu spadających odłamków skalnych. Ale spokoooooojnie, nie bój żaby! Wszystko zostało pieczołowicie zabezpieczone: porozwieszano siatki, część urwistego brzegu odgrodzono i z plaży można bezpiecznie korzystać. Jest wszakże inna pułapka: wszelkie smartfony, aparaty i inne cenne przedmioty z przyrodzoną złośliwością rzeczy martwych wpadają między ogromne otoczaki i przepadają bez wieści. Dla odmiany plaża charakteryzuje się wysokimi falami. Znów kłania się lokalizacja nad otwartym morzem. Niedogodności rekompensuje za to stromy klif pod którym leży, faraglion przy brzegu i bar Maracaibo, który serwuje przekąski i zimne drinki. 

plaze-na-salinie
Plaża w Malfie w promieniach wschodzącego słońca.
plaze-na-salinie
Strome zejście na plażę przy Punta Scario/Malfa. Widoczne siatki zabezpieczające.

 

PLAŻE NA SALINIE: SŁYNNA POLLARA

 

Może cię to zaskoczy, ale jesteś właśnie w najmłodszym z pięciu salińskich wulkanów. W wulkanie Pollara, którego nie ma.... Jak to możliwe? Po silnej erupcji ok. 13 tys. lat temu, to, co po nim zostało zapadło się do morza. Klif Il Castone to jego malownicze resztki. "Balate" musi zainteresować plażowiczów, choć nazwanie tego miejsca plażą to gruba przesada. Są to schodzące wprost do wody stopnie i płaska platforma, gdzie mieszkańcy cumują łodzie i motorówki. Ale fakt pozostaje faktem – jest to „obrazek z Saliny”, jaki znajdziesz na każdej pocztówce z wyspy. W tufie wulkanicznym miejscowi wyżłobili nisze na łodzie, sieci i narzędzia, które potem ładnie obudowali kamieniem. Miejsce o nieodpartym uroku, choć dno morza przy brzegu bardzo nierówne i niebezpieczne. Z ciekawostek istotne są dwie: dno morskie w tym miejscu charakteryzuje się bogatą florą i fauną oraz występowaniem podwodnych fumaroli. Dodatkową atrakcją jest naturalny łuk skalny przy Punta del Perciato, niestety widoczny tylko z morza. Fajne miejsce do podziwiania obłędnych zachodów słońca z faraglionem na pierwszym planie i wyspami Filicudi i Alicudi na linii horyzontu.
plaze-na-salinie
Il Castone i wioska Pollara - w środku zapadłego i zerodowanego krateru.
plaze-na-salinie
Osławiona "plażyczka Balate" w Pollarze.

 

PLAŻE NA SALINIE: WIETRZNA LINGUA

 

Nietypową miejscówkę do plażowania ma rybacka wioska Lingua. Znajduje się w niej jeziorko solankowe (wł. Laghetto di Lingua), czyli tzw. salina (współczesna nazwa wysypy pochodzi od tego słowa). Jest to fragment płytkich wód przybrzeżnych oddzielony kamienistą groblą. W starożytności pozyskiwano tu sól, obecnie jest to miejsce postoju dla migrujących ptaków. Ów przesmyk często służy plażowiczom. Należy się słowo ostrzeżenia: wody jeziora są stojące to raz, dwa: od strony morza występują silne prądy. Miejsce jest bardzo malownicze i fotograficzne z małą latarnią morską.
W Lingua jest jeszcze mała kamienista plaża przy porcie.

plaze-na-salinie
Wody laghetto di Lingua. Po prawej grobla oddzielająca jeziorko od morza.
plaze-na-salinie
Latarnia morska.
plaze-na-salinie
Plaża w porcie. Lingua.

Dodatkowo można wybrać się jeszcze na plażę Punta Barone w Santa Marinie i plażę Punta Megna, drugą w Rinelli.

O innych plażach na Eoliach, możesz przeczytać w poście o półwyspie Vulcanello.
WYSPA SALINA: SKOSZTUJ SALIŃSKICH SPECJAŁÓW

WYSPA SALINA: SKOSZTUJ SALIŃSKICH SPECJAŁÓW

Starożytni porównywali Salinę do syreny, która śpi pośród fal

tulącej do swego łona gigantyczne paprocie i łąki pełne rumianku, gdzie rosną tysiącletnie kasztanowce o jadalnych owocach.  

Mieli rację – przyjezdnych od razu uderza soczysta zieleń tropikalnej roślinności, kasztanowy las porastający górne partie wulkanów i pola na niższych. Wyspa bywa w odniesieniu do pozostałych nazywana „zieloną” za sprawą niezwykle urodzajnej wulkanicznej gleby. Salinari (jak nazywa się mieszkańców) zrobili użytek z dobrodziejstw ziemi na której się osiedlili i mimo niebezpieczeństw rozwinęli rolnictwo. Uprawia się głównie kapary, winną latorośl i drzewka oliwne.



Zjedz cappero i cucuncio


Kapary (wł. capperi), pod postacią jaką my znamy ze sklepów, to pączki rośliny Capparis spinosa L. (pl. kapar ciernisty) typowej dla azjatyckiej strefy subtropikalnej. 

Na Sycylię sprowadzili ją Arabowie stąd nazwa z języka arabksiego cabr lub cabir. Na Salinie uprawia się dwie odmiany nocella i nocellara. Roślina po zimowym odpoczynku budzi się do życia, rozgałęzia i zaczyna produkować małe pączki, które stopniowo zbiera się w okresie od maja do sierpnia. Pączki odcina się, sortuje według rozmiaru, a następnie moczy w zalewie solnej by straciły gorycz. 

salina
Pączki i kwiat. Kapary uprawia się powszechnie na Salinie, ale rosną też dziko.


Gdy pączek rozwinie się w kwiat o charakterystycznych białych płatkach i różowych pręcikach (zwany lokalnie "sycylijską orchideą"), a potem w owoc, otrzymywany jest kolejny cenny produkt - cucuncio czyli podłużny owoc. Stosuje się tą samą metodę konserwacji - moczenie w letniej solance. 

Kiedyś uważano, że kapary mają właściwości lecznicze: obniżają ciśnienie krwi, łagodzą ból zębów i są afrodyzjakami. Dzisiaj są dodatkiem do potraw kuchni sycylijskiej – od przystawek, dań głównych i sałatek po desery. Dumnie noszą miano najlepszych w całych Włoszech i mają nawet swoje coroczne święto - Festiwal Kwitnącego Kapara w Pollarze.


Pączki i owoce kapara w lekkiej sałatce...
w sałatce z wkładką mięsną....
W makaronie też są. Tutaj te mikroskopijnej wielkości.

Napij się malwazji


Uważaj! To wino „zabija”. Rzecz będzie o tym, co malwazja ma wspólnego z „Grą o tron”, ale first things first...

Malwazja (wł. malvasia, w dawnej Polsce małwazja) wytwarzana jest z rodziny szczepów wywodzących się najpewniej z antycznej Grecji, a swą nazwę zaczerpnęła od miasta Monemvasia u południowych wybrzeży Półwyspu Peloponeskiego (ewentualnie Malty).

Uprawę winnej latorośli na Eoliach rozwinęli Rzymianie. Wysyłali malwazję w amforach statkami  do elit „Wiecznego Miasta”, by ta mogła się rozkoszować wybornym smakiem „nektaru bogów”. W wiekach średnich sława malwazji zataczała coraz szersze kręgi – trunek pito nawet w dalekiej Anglii.

Pisząc o malwazji nie wypada przy tej okazji nie przytoczyć pewnej historii jakoby Jerzy Plantagenet książę Clarence, brat króla Edwarda IV został utopiony w beczce malwazji za zdradę państwową. Jerzy sprzymierzył się z hrabią Warwick, żeby zawalczyć o koronę angielską i swojego brata, króla Edwarda odsunąć. Niestety spisek został wykryty, a hrabia Warwick dogadał się z Małgorzatą Andegaweńską i po udanej inwazji przywrócił na tron obalonego wcześniej Henryka VI. W obliczu topniejących szans na koronę, marnotrawny Jerzy powrócił do Edwarda i obaj walcząc razem pod Barnet i Tewkesbury znów przywrócili Edwardowi tytuł króla Anglii. Zgoda jednak nie trwała długo – Edward nie wyraził zgody na małżeństwo Jerzego z hrabiną z Burgundii. Do dworskich rozgrywek wkroczył również trzeci brat – Ryszard, którego popularność rosła. Jerzy został oskarżony o spiskowanie i wzniecanie rebelii i skazany przez parlament na śmierć za zdradę stanu. Egzekucji dokonano w Tower of London w 1478. Gdzie w tym wszystkim słodka malwazja? Już tłumaczę. Za życia Jerzy nie miał dobrej reputacji, krążyły pogłoski, że nadużywał alkoholu. Coś było na rzeczy – nawet Szekspir w „Królu Ryszardzie III” pisał o tym. Sęk w tym, że gdy dokonano ekshumacji ciała Clarence’a, nie odnaleziono śladów dekapitacji, ulubionej wówczas formy pozbawiania życia. Chodziły pogłoski, że Ryszard albo Edward utopili biedaka w beczce wina przed publicznym wyrokiem. W teorii jest to możliwe – taka beczka mieści 105 galonów wina, a same opary potrafią spowodować utratę świadomości. Historia ta bardziej trąci bajką niż historycznym wydarzeniem. Niemniej na sprawę nowe światło rzuca fakt, że  zachował się do obecnych czasów portret Małgorzaty Pole, córki księcia Clarence i zgadnijcie co wisi jako ozdoba na bransoletce na jej prawym nadgarstku…. malutka beczułka! Mówią, ze nie ma przypadków.

Zebrane pod koniec lata owoce winogron suszy się na słońcu na drewnianych stojakach. Malwazję z Liparów objętą klasyfikacją DOC pozyskuje się z odmian białych, do których dodaje się Corinto nero w ilości około 5% całej objętości. Dzięki temu uzyskiwana jest bursztynowa barwa napoju. Wino dojrzewa nie więcej niż rok.

Wstąp do rodziny Alfredo na domową granitę


To jest ta wspaniała cecha Włochów, którzy wyrób najprostszego nawet deseru czy dania wyniosą na wyżyny doskonałości. Na granitę do baru Da Alfredo w rybackiej wioseczce Lingua bieży cała Italia, a na pewno nie można pominąć tego miejsca będąc na Eoliach. Mnogość produktów, z których można zrobić to coś odświeżającego na pograniczu lodów i sorbetu jest przeogromna i oszałamiająca. O granicie z Lingua piszą przewodniki internetowe i papierowe – od 1968 roku przygotowywana jest według tego samego familijnego przepisu. Naprawdę była wyborna. Morwowa. Pycha. 

Na granicie w barze Da Alfredo/Lingua.

Bibliografia:
"Walking around Salina", wyd. Salina per tutti. Associazione Ricreativa e di Promozione Sociale
Peter Zralek "Sycylia", wyd. Rewasz

O wyspie Salinie możesz również przeczytać w poście o typowej zagrodzie na Eoliach.
Copyright © 2014 MYSZKĄ PO MAPIE , Blogger